You are here

Akelarre-Czyli jak smakują trzy Gwiazdki Michelin, Szefa Pedro Subijana

Jak wszystko co najsmaczniejsze na półwyspie iberyjskim, restauracja  ta znajduje się w San Sebastian, w Kraju Basków, na północy Hiszpanii.Miasto samo w sobie jest bajeczne. Trochę przypomina Paryż, trochę Monaco. Cudowna  plaża w samym sercu miasta otoczona jest dwiema górami. Na jednej z tych gór stoi okazały monument patrona miasta Św. Sebastiana, na drugiej mieści się Akelare.

Jak pewnie dobrze wiecie, mój mąż pochodzi z Hiszpanii. Swój czas staramy się więc dzielić pomiędzy dwa krańce Europy. Zwykle spędzamy tam Święta Bożego Narodzenia, Sylwestra i Trzech Króli. W tym roku było podbnie.

Kilka miesięcy przed wyjazdem zaczęłam planować, że pomiędzy spotkaniami rodzinnymi wybierzemy się na obiad do pobliskie restauracji. Ale restauracji nie byle jakiej.... bo 6stej najlepszej na świecie, do legendarnej- Mugaritz. Niestety wiedzie im się na tyle dobrze, że zimą zamykają się na 3 miesiące. :( Z moim marzeniem musiałam się więc pożegnać przynajmniej do wiosny przyszłego roku...

Mój ukochany szybko znalazł jednak alternatywę. Restaurację Akelare.

Nie jest ona coprawda członkiem światowej listy top 10, ale ma o jedną Gwiazdkę Michelin więcej niż Mugaritz, byłam więc zachwycona!

Jak wszystko co najsmaczniejsze na półwyspie iberyjskim, restauracja  ta znajduje się w San Sebastian, w Kraju Basków, na północy Hiszpanii.

Miasto samo w sobie jest bajeczne. Trochę przypomina Paryż, trochę Monaco. Cudowna  plaża w samym sercu miasta otoczona jest dwiema górami. Na jednej z tych gór stoi okazały monument patrona miasta Św. Sebastiana, na drugiej mieści się Akelare.

Gdy dojechaliśmy na miejsce, nastąpiło pierwsze zdziwienie, bo budynek Akelare wyglądał trochę jak schron, trochę jak tajna baza CIA, trochę jak dom ekscentrycznego milionera, ale na pewno nie jak restauracja prowadzona przez 'starszego pana'.

Bardzo nowoczesny design bryły kontrastował z klasycznym, eleganckim wnętrzem. W środku było romantycznie i przytulnie. Najważniejsze było jednak to, że dostaliśmy stolik przy ogromnej szklanej tafli z widokiem na ocean.Zaczęło się więc BARDZO dobrze!

W tego typu miejscach obowiązuje oczywiście tradycyjna karta dań, ale zdrowy rozsądek nakazuje aby wybrać jedno z dwóch menu degustacyjnuch. My wybraliśmy oba. Czekała nas więc uczta składająca się z 9ciu różnych dań, biorąc pod uwagę wzajemne podjadanie. Dań było 18!
Niestety ich opis w karcie był skąpy i poetycki. Podpisałam je więc tak jak mi zapisały się w pamięci. Niektóre składniki na zawsze pozostaną jednak słodką tajemnicą szefa kuchni...

Na początek przystawki:

  • Mogę tu jedynie napisać,że biały pomidor nie był pomidorem, tylko aksamitną pianką, polaną salsą pomidorową.
  • Że przypominające słodki Makaronik, ciasteczko, było słone. Ziołowo-czosnkowe.
  • A wyglądająca jak czekoladowa trufla, kulka, składała się z mieszanki bakłażana, karczocha i trufli. Chyba.
  • Oliwki był czymś nafaszerowne. Możliwe,że anchois.

 

Dalej podano nam następujące menu:

​Liście i foie gras pod deszczem smaków. 

(każdy listek miał zupełnie inny smak(!) chyba były czymś nasączone... pomiędzy listkami znajdował się jakiś kawior molekularny,a na  samym dnie, mus z foie gras)

Zielony rosół, krewetki i wędzona żabnica.

Bardzo cienki i lekki tatar wołowy  z aromatycznym chlebkiem, żółtkami z przepiórczych jaj, kaparami i musztardą francuską.

Morszczuk i ostrygi w bulionie z owoców morza.

Dorsz w aromatycznej kąpieli.

Pieczone prosię i jadalna " Kość "

Kokosowa chmura(dosłownie rozpływała się w ustach)

Rozbity słoik jogurtu z jagodami (wszystko oczywiście jadalne, nawet ‘plastik’)

Krótka przerwa na Cavę i już opisuję menu numer 2 ;)

Krewetki upieczone " ogniem " orujo

(Orujo to taka hiszpańka wódka ziołowa.Mi nie smakuje. Ale krewetki uwędziło doskonale. Leżały one na chrupiącym piasku ze swych pancerzyków w towarzystwie alg morskich)

Karczoch hiszpański w sosie ze zwykłego karczocha i czarnego czosnku.

Opiekane Foie Gras z chrupiącą " solą i pieprzem " w sosie ze słodkiego, białego wina. 

Skorpena z obłędną pianą

 Dorsz Box " na chrupiących wiórach

Pieczona sarnina  z miodem i mandarynką

Topniejący cupcake na śnieżynkach z grejpfuta z kawową lawą w środku.

Pomarańczowy kawałek nieba. ( Niestety estetyka tego dania nie odbiegała niczym od wyczynów domorosłych cukierników wielkanocnych)

Na koniec znowu kawa. Tym razem bez bąbelków ;)

A po deserach.... wisienka na torcie!
Spotkanie z samym Szefem Perdo Subijana!
Na dodatek w jego legendarnej kuchni!
Zdradził mi,że na codzień pracuje w niej aż 25ciu kucharzy. Ja Wam zdradzę,że w takich restauracjach rzako kiedy na sali bywa więcej niż 10 osób ;)