You are here

Szczotka do włosów Tangle Tezzer. Hit czy Teaser?

Tangle Teeezer

Bardzo często dostaję od Was maile z pytaniami o moje włosy. W końcu dorosłam więc do tego aby poświęcić ich pielęgnacji post na blogu.

Na wstępnie muszę jednak zaznaczyć, że 70%  mojego sukcesu to geny. Mam bardzo dużo, gęstych, grubych włosów. Oczywiście dbam o nie, ale jest to raczej podstawowa domowa pielęgnacja. 

Fryzjerzy (naciągacze) od zawsze bardzo polecali mi kosmetyki Kerastase.

Przez kilka lat za ich namową inwestowałam w drogie kosmetyki do włosów -złota lina Kerastase elixir ultime- ALE sprytnie kupowane w hurtowniach fryzjerskich w ilościach przemysłowych. Np. 1l  szamponu  i 0,5kg maski. Bo to się bardzo opłaca. Wizyty u fryzjera ograniczyłam zaś do minimum, bo nigdy jeszcze nie wyszłam z salonu zadowolona.

Mimo to ciągle miałam uczucie, że przepłacam.

Zrobiłam kilka razy domową maseczkę z awokado, piwa czy jajek, ale było to trochę obrzydliwe doświadczenie i zdecydowanie nie warte zachodu.

Któregoś dnia, natknęłam się w internecie na HIT domowej pielęgnacji  brytyjską szczotkę do włosów Tangle Teezer. Kiedy pierwszy raz czytałam opinie na jej temat, wydawało mi się, że  ‘somebody is teasing me’ czyli, że ktoś  się ze mną droczy. Nie brakowało bowiem ‘ochów’ i ‘achów’ nad  cudownymi właściwościami tej magicznej szczotki… ALE ja jestem z natury niedowiarkiem, więc nieco sceptycznie postanowiłam przekonać się na własnej skórze, o co tyle szumu.

Tak więc kupiłam szczotkę w internecie za ok. 40 zł. Na pierwszy rzut oka…. Kawałek plastiku w opływowym kształcie.

Żadnego wymyślnego włosia z ogona bobra czy innych marketingowo chwytliwych dodatków. TT w niczym nie przypomina klasycznego grzebienia, ani tradycyjnej szczotki z rączką. Wygląda raczej jak jeż. Ale za to kompaktowy, idealnie pasujący do kształtu dłoni. Nie wyślizguje się z uścisku, a ‘włosie’, które w gruncie rzeczy jest kolcami, a nawet kolcami flex jest bardzo elastyczne, miękkie i gładko prześlizgujące się po włosach nie wyrywając ich. Mimo tego, że kolce są krótkie, idealnie rozczesują włosy. A dzięki temu, że są krótkie bardzo łatwo się je czyści.

Zwykle do rozczesywania włosów używałam olejku Kerastase, bo przy mojej ilości włosów, inaczej się po prostu nie da. ( a raczej nie dało ;)

Tangle Teezer błyskawicznie, delikatnie i bez wysiłku pozbawił mnie  kołtunów, bez  szarpania, bez bólu i bez olejku. (Już zaoszczędziłam więc czas, energię i 150zł za olejek).


Co więcej, internautki zapewniały, że  dzięki zębom flex, szczotka minimalizuje nie tylko uszkodzenia spowodowane szarpaniem splątanych włosów ale również zapobiegają łamaniu się włosów i rozdwajaniu końcówek (!)

No  i miały racje. Już po miesiącu, moje włosy, nabrały połysku. Łuski pozamykały się a włosy stały się miękkie, bardziej gładkie i zdrowsze. Odstawiłam więc drogi szampon, odżywkę i maskę kerastase (zaoszczędziłam kolejne 1200zł rocznie(!)

Od pół roku używam szamponu  i odżywki Pantene (dostępne WSZĘDZIE) a moje włosy nigdy nie były w lepszej formie.

Tangle Teezer jest  naprawdę cudownym wynalazkiem. Idealnie nadaję się również na wieczorny relax. Można nim zrobić bardzo przyjemny masaż głowy, który  dodatkowo stymuluje porost włosów.
Śmiało mogę go Wam zarekomendować . Ostatnio kupiłam nawet podręczny TT z zamknięciem do noszenia w torebce.

Uważajcie tylko, bo na rynku pojawiło się mnóstwo tańszych podróbek, a za te już nie ręczę... 

Ot cały mój sekret.

XoXO

Stay tuned.